Roleta psuje się prawie zawsze w tym samym momencie: w środku sezonu, gdy chodzi codziennie. Najczęściej to nie jest awaria całości, a jeden zużyty element, który da się wymienić za część kosztu nowej rolety. Serwis rolet robimy od lat i większość zgłoszeń kończy się wymianą taśmy, mechanizmu sprzęgła albo regulacją krańcówek, a nie demontażem całej osłony.
W roletach wewnętrznych psują się cztery rzeczy. Mechanizm łańcuszkowy, w którym wyrabia się plastikowe koło zębate. Sprężyna w roletach bezłańcuszkowych, tracąca napięcie po latach. Tkanina odklejona od rurki albo naklejona skośnie, co powoduje ucieczkę materiału na bok. I sam łańcuszek, który pęka w miejscu największego naciągu. Wszystkie te elementy są wymienne, o ile system jest wciąż dostępny u producenta.
W roletach zewnętrznych lista jest inna. Taśma przecierająca się przy wyjściu ze skrzynki, wygięte profile pancerza po przymarznięciu lub zaciśnięciu, zapchane prowadnice i rozregulowane krańcówki przy napędzie elektrycznym. Do tego przekładnie korbowe, w których rozkalibrował się przegub. Otwarcie skrzynki zwykle wystarcza, żeby ocenić, ile pracy jest naprawdę.
Naprawiamy również rolety, których nie montowaliśmy, i to spora część zgłoszeń. Firma, która zakładała, mogła się zamknąć albo nie odbierać telefonu, a klient zostaje z niesprawną osłoną. Jeśli mechanizm jest z rozpoznawalnego systemu, części da się zwykle dobrać. Przy bardzo starych albo nietypowych rozwiązaniach mówimy szczerze, czy naprawa się opłaca, zamiast robić prowizorkę na kilka tygodni.