Rolety zewnętrzne różnią się od wszystkiego, co zakłada się wewnątrz, jedną rzeczą: zatrzymują słońce, zanim dotrze do szyby. Wewnętrzna roleta czy żaluzja przechwytuje promienie już po tym, jak przeszły przez szkło i nagrzały powietrze między tkaniną a oknem. Pancerz aluminiowy zamknięty przed szybą nie dopuszcza tego ciepła do środka i w upalne dni różnica temperatury w pokoju bywa odczuwalna od pierwszego dnia.
Drugi powód, dla którego ludzie decydują się na rolety zewnętrzne, to spokój. Zamknięty pancerz tłumi hałas z ulicy i utrudnia dostanie się do okna z zewnątrz. W domach przy ruchliwych drogach, jak trasa brzeska przez Dębe Wielkie czy główne ulice w Otwocku, sam efekt akustyczny bywa dla mieszkańców ważniejszy niż oszczędność na klimatyzacji.
Do wyboru są dwa światy. Rolety nadstawne, nazywane też nakładanymi, montuje się na istniejące okno od zewnątrz, razem ze skrzynką widoczną nad ramą. To rozwiązanie do budynków już wykończonych i praktycznie jedyna opcja, gdy nie zaplanowano rolet na etapie budowy. Rolety podtynkowe wymagają skrzynki zabudowanej w ścianie nad oknem, więc wchodzą w grę przy budowie albo poważnym remoncie elewacji.
Napęd to trzecia decyzja i warto ją przemyśleć na etapie zamówienia, bo późniejsza zmiana jest kłopotliwa. Taśma lub korba wystarczą przy jednym czy dwóch oknach, gdzie roleta jedzie raz na dzień. Przy większej liczbie okien i przy przeszkleniach tarasowych sensowniej idzie się w silnik z pilotem, zwłaszcza że sterowanie da się potem podłączyć do czujnika słońca albo do systemu w domu.