Montaż karniszy wydaje się najprostszą rzeczą w całej naszej ofercie i właśnie dlatego jest zlecany najczęściej po nieudanej próbie zrobienia tego samemu. Problem prawie nigdy nie leży w samym karniszu, a w tym, w co go przykręcono. Zabudowa z płyty gipsowej nad oknem, styropian pod tynkiem w domach po termomodernizacji, pustaki, w których kołek nie ma się czego złapać. Ciężar zasłon zaczyna działać dopiero po kilku dniach i wtedy karnisz zjeżdża ze ściany razem z fragmentem tynku.
Sprawdzenie podłoża zajmuje kilka minut i decyduje o całej robocie. Pukamy, wiercimy próbnie i patrzymy, co wychodzi z otworu. W płycie gipsowo-kartonowej szukamy stalowych profili stelaża, bo tylko one przenoszą obciążenie. Przy ociepleniu wewnętrznym przechodzimy przez warstwę do muru na dłuższych kołkach. W stropach żelbetowych sytuacja jest najprostsza, ale tam trzeba uważać na zbrojenie i na przewody prowadzone pod tynkiem.
Karnisze sufitowe i ścienne rozwiązują różne problemy. Sufitowy pozwala zawiesić zasłonę od samej góry, co optycznie podnosi pomieszczenie i jest praktycznie jedyną opcją, gdy nad oknem nie ma miejsca albo gdy zabudowa gipsowa wchodzi aż do ramy. Ścienny daje wysunięcie do przodu, więc zasłona nie ociera o parapet ani o grzejnik, i przy oknach z głębokim parapetem wychodzi lepiej.
Szyny wielotorowe to osobna kategoria, przydatna wszędzie, gdzie w oknie ma wisieć więcej niż jedna warstwa. Dwa lub trzy torowiska pozwalają zawiesić firanę, zasłonę i lambrekin niezależnie od siebie, każde na własnych wózkach. Przy roletach rzymskich i plisach szyna sufitowa jest często wygodniejszym rozwiązaniem niż karnisz, bo nie wchodzi w kolizję z listwami osłony.