Automatyka do rolet przestała być dodatkiem dla entuzjastów w momencie, gdy silniki radiowe potaniały i przestały wymagać ciągnięcia osobnego przewodu sterującego do każdego okna. Dzisiaj w większości domów wystarcza doprowadzenie zasilania, a resztę robi odbiornik w silniku i pilot. Przy sześciu czy ośmiu roletach zewnętrznych różnica w codziennym użytkowaniu jest taka, że po tygodniu nikt nie pamięta, jak wyglądało chodzenie z korbą po całym domu.
Napędy dzielą się na dwie grupy. Silniki rurowe do rolet zewnętrznych wchodzą w rurę nawojową w skrzynce i są dobierane pod ciężar pancerza oraz szerokość okna, bo za słaby moment obrotowy oznacza silnik pracujący na granicy i szybkie zużycie. Napędy do osłon wewnętrznych, czyli rolet materiałowych, plis i żaluzji, są mniejsze i często zasilane akumulatorem, co pozwala zautomatyzować okno bez kucia ścian pod przewód.
Sterowanie to osobna decyzja. Pilot jednokanałowy obsługuje jedną roletę, wielokanałowy pozwala przypisać każde okno do osobnego kanału i dodać kanał zbiorczy zamykający wszystko naraz. Wyłączniki naścienne mają sens tam, gdzie roleta jest używana zawsze z tego samego miejsca, na przykład przy drzwiach tarasowych. Do tego dochodzą czujniki, które robią najwięcej dobrego: czujnik słońca zamyka rolety, gdy nikogo nie ma w domu, a czujnik wiatru chroni markizy przed wygięciem ramion.
Integracja ze smart home jest możliwa, ale wymaga zaplanowania. Silniki w standardach radiowych producentów osłon łączą się z systemami domowymi przez mostki, natomiast rozwiązania oparte na przewodowym sterowaniu wchodzą w instalację elektryczną i tam trzeba to przewidzieć na etapie budowy. Doradzamy tu ostrożnie, bo zapowiedzi kompatybilności bywają szersze niż rzeczywistość i lepiej sprawdzić konkretny model, niż zakładać, że coś się połączy.