Taras od strony południowej albo zachodniej w lipcu bywa nieużywalny między jedenastą a osiemnastą. Markizy tarasowe rozwiązują to prościej niż pergola czy zadaszenie stałe, bo cień pojawia się wtedy, kiedy jest potrzebny, i znika, gdy chce się mieć nad głową otwarte niebo. Tkanina wysuwa się na wysięgnikach z kasety przy ścianie i po złożeniu praktycznie nie zmienia wyglądu elewacji.
Konstrukcja dzieli się na dwa światy. Markizy kasetowe mają tkaninę i ramiona zamknięte w profilu, który po zwinięciu chroni je od deszczu i pyłu, więc trzymają się dłużej i lepiej znoszą pozostawienie na zimę. Wersje otwarte, bez pełnej kasety, są tańsze i lżejsze, ale tkanina zwinięta na rurce jest wystawiona na warunki i po kilku sezonach widać to na krawędziach.
Tkanina to element, na którym nie warto oszczędzać. Materiały akrylowe barwione w masie zachowują kolor przez lata i nie schodzą do szarości po dwóch latach jak tańsze poliestry powlekane. Przy jasnych, pastelowych odcieniach zabrudzenia widać wyraźniej, ale za to nie nagrzewają się tak mocno, co przy markizie rozłożonej nad stołem robi odczuwalną różnicę w temperaturze pod tkaniną.
Największym wrogiem markizy nie jest słońce, a wiatr. Rozłożona tkanina działa jak żagiel i przy silniejszym podmuchu potrafi wygiąć ramiona albo wyrwać mocowanie ze ściany. Dlatego przy montażu sprawdzamy, w co dokładnie wkręcamy kotwy, a przy markizach elektrycznych zalecamy czujnik wiatru, który zwija tkaninę automatycznie. W domach, gdzie taras jest osłonięty z boków, ryzyko jest mniejsze, ale na otwartej przestrzeni to element, którego nie należy pomijać.