Bezpłatny pomiar rolet i pozostałych osłon to u nas nie chwyt marketingowy, a etap, bez którego nie da się zrobić dobrej roboty. Wymiar podany przez telefon prawie nigdy się nie zgadza, bo klient mierzy szybę, gdy liczy się światło wnęki, albo podaje szerokość skrzydła bez uszczelki. Wizyta z miarką kosztuje nas godzinę, a oszczędza sytuacji, w której docięta osłona nie pasuje i nie podlega zwrotowi.
Pomiar jest przy tym najlepszym momentem na doradztwo, bo dopiero na miejscu widać rzeczy, których nie ma w opisie. Z której strony wchodzi słońce i w jakich godzinach. Czy klamka będzie zawadzać o dolną listwę. Czy nad oknem jest zabudowa z płyty gipsowej, w której karnisz się nie utrzyma. Czy pod oknem stoi grzejnik, o który zasłona będzie ocierać. Każda z tych rzeczy zmienia rekomendację.
Przywozimy próbniki tkanin, lameli i profili, bo kolor w katalogu i kolor przy oknie klienta to dwie różne rzeczy. Beż, który na zdjęciu wygląda ciepło, przy chłodnym świetle od północy schodzi w szarość. Odcień drewna zbliżony do podłogi, ale nie identyczny, wygląda gorzej niż wyraźny kontrast. Te decyzje podejmuje się w kilka sekund, gdy próbnik leży na parapecie, i w kilka dni, gdy trzeba wybierać ze zdjęć.
Po wizycie podajemy wycenę i na tym można poprzestać. Nie zostawiamy umowy do podpisania na miejscu i nie dzwonimy potem co drugi dzień. Jeśli klient porównuje kilka ofert, to naturalne, a jeśli okaże się, że do konkretnego okna sensowniejsza jest inna osłona niż ta, o którą pytał, powiemy to również wtedy, gdy oznacza to mniejsze zamówienie.